PROFILAKTYKA !
To bardzo piękne słowo. Dziś każdy powinien znać jego znaczenie!
Dziś nie będzie pisania, dziś będą zdjęcia. Zachęcam! :)
Fot. Patka Pastwińska / Londyn
poniedziałek, 15 września 2014
sobota, 13 września 2014
DOBRY dzień
To będzie DOBRY dzień
Taki kubeczek dostałam w prezencie. Dotarł z Warszawy. Od Oli. Ten był zadedykowany mnie, drugi taki fajny jest dla mojej córki. Też Oli. Olę z Warszawy poznałam przy akcji, którą koordynowałam w Wielkiej Brytanii. Skierowana była do kobiet chorych na raka. Mama Oli była chora. Dziś Dziewczyny mają się wspaniale!
A ja się zastanowię, czy z kubeczka będę delektować poranną kawę, czy może zieloną herbatę. No, u mnie każdy kubek ma swoje przeznaczenie :)
To jest DOBRY dzień! :)
Taki kubeczek dostałam w prezencie. Dotarł z Warszawy. Od Oli. Ten był zadedykowany mnie, drugi taki fajny jest dla mojej córki. Też Oli. Olę z Warszawy poznałam przy akcji, którą koordynowałam w Wielkiej Brytanii. Skierowana była do kobiet chorych na raka. Mama Oli była chora. Dziś Dziewczyny mają się wspaniale!
A ja się zastanowię, czy z kubeczka będę delektować poranną kawę, czy może zieloną herbatę. No, u mnie każdy kubek ma swoje przeznaczenie :)
To jest DOBRY dzień! :)
W zdrowym ciele - zdrowy duch!
Dziś pogoda rewelacyjna, zatem po South East London poruszałam się na nogach. W wygodnych trampkach oczywiście. Dziecko moje nie wierzyło mi, że można się przemieszczać z jednego miejsca w drugie tak sprawnie i szybko. Musiałam Jej foto dokumentujące przesłać :) A ja zaoszczędziłam forsę, gimnastykowałam ciało, rozwijałam umysł. Miałam kilka spotkań. Poobserwowałam ludzi. No i stało się! Nowe idzie! Od dziś mam swojego Life Coach. I jestem z tego powodu bardzo zadowolona.
Urodził się w Ameryce. Od wielu lat realizuje się w Wielkiej Brytanii. Ma na imię Phil. I jest leworęczny. Tak jak ja. I nie wiem czy kobiety tak mają, czy może jedynie singielki , czy w ogóle ludzie tak mają, gdyż oczywiście zarejestrowałam kilka detali jak sądzę podkreślające Jego osobowość. Rozczuchrany, dobre okulary, zegarek na pasku z naturalnej skóry niczego sobie, miał na sobie dobrze skrojone sztruksy w kolorze czekolady na gorąco, zgrabny sweterek w kolorze mlecznego cappucino, spod którego wyglądał kawałek rasowej tkaniny w kratkę w kolorze miodowo - beżowym. Brakowało jedynie bukietu jesiennych liści. Next time chyba Mu zaniosę! ;)
Pod domem czekały na mnie koty, w domu rybki. Wszyscy oni spragnieni jakiegoś pieszczotliwego słowa. Spełnić trzeba było! Gospodarstwo domowe uzupełniłam w produkty, które pomogą przetrwać mi weekend. Czerwone winogrono, czerwone jabłka, gruszki, banany, brzoskwinie, grejfruty ( red + pink ), torbę liści, jarmuż, czosnek, czerwona cebula, donica bazylii, donica tymianku, marchew, cytryna, maleńkie pachnące i słodkie pomidorki, brokuły ( super broccoli ), ogórek zielony, pęczek zielonej cebulki, pęczek zielonej pietruszki, zielone oliwki, ser feta, olej kokosowy, oliwa, couscous, ciecierzyca ( jutro będę gotować ), grzyby ( chestnut ), hummus, pestki dyni & słonecznika, orzechy, chleb z ziarnami ( scandinavian ) z Euphorium Bakery, mleko ( do kawy! ), czekolada ( dark, 85% ), i ... kilka plasterków kiełbasy krakowskiej, tak na smaka ;) Robię podejście (!) ELIMINUJĘ MIĘSO ze swojego jadłospisu. I tak rzadko jadam, a jak już jadam - to z moich obserwacji wynika, że nie służy mi. Nie będę dłużej zatruwała swojego organizmu, który wysyła mi sygnały, co jest dla mnie dobre, a co mniej.
Chwilo trwaj!
Życiodajnego weekendu Wam życzę!
Kula energii, łapcie!
Patka
piątek, 12 września 2014
Książki, które warto znać
Tytuły, które ukształtowały moje życie z chorobą nowotworową
( przyp. jestem zdrowa ). Lektury te miały dość ogromny wkład w mój osobisty projekt, gdzie zaczęłam robić to, czym zajmuję się do teraz. Tutaj również muszę podkreślić, że ogromny wpływ na mnie miał materiał, który sama robiłam na potrzebę książki, którą też sama sobie wymyśliłam, uważając, że to wartościowy materiał i warto go zaprezentować. W chwili obecnej rozpoczęłam pracę nad innym projektem wydawniczym, znacznie bardziej potrzebnym.Do tych pozycji wracam często. Traktuje je jak swoje podręczniki. Pozaznaczane fragmenty, popodkreślane zdania. Inspirują mnie często.Wciąż się uczę zrozumieć tę chorobę i wciąż się uczę jak poruszać się po jej korytarzach. Często poza wiedzą książkową, namacalnie jestem z rakiem. Zdarza mi się dzielić tymi tytułami z innymi, którzy potrzebują akurat właśnie tej książki, w tym momencie. W każdej porze roku warto sięgnąć po nie! Zachęcam!
1. "Antyrak"
Dr David Servan-Schreiber
2. "Z rakiem walczy sie przy stole"
Veronesi Umberto, Pappagallo Mario
3. "RAK"
Andrzej Kułakowski
4. "Triumf życia. Możesz mieć przewagę nad rakiem"
Carl Simonton
5. "Można żegnać się wiele razy"
Dr David Servan-Schreiber
6. "Tak sobie myślę..."
Jerzy Stuhr
7. "Cesarz wszech chorób. Biografia raka"
Siddhartha Mukherjee
8. "Oskar i Pani Róża"
Eric-Emmanuel Schmitt
9. "Chustka"
Joanna Sałyga
10. "Szału nie ma jest rak"
Katarzyna Jabłońska w rozmowie z ks. Janem Kaczkowskim
Tych tytułów jest znacznie więcej! Warto również sięgnąć po lektury prof. Andrzeja Szczeklika, bądź po książkę o lekarzach "Rak po polsku" , czyli rozmowy Katarzyny Kubisiowej z Cezarym Szczylikiem i Justyną Pronobis-Szczylik. Polecam również Reginę Brett, Alinę Mrowińską, autorkę książki o Magdzie Prokopowicz. Z ostatnich otrzymanych w prezencie to "Nic mi nie jest, po prostu miałem raka" i "abc ... mieliśmy raka..., te dwa ostatnie tytuły kierowane są głównie do rodziców chorych na nowotwory dzieci, aczkolwiek uważam, że jest to zbiór wiedzy absolutnej dla każdego. Nie mogłabym pominąć "Jak żyć z rakiem i go pokonać" Carl Simonton! Jak widzicie, jest dość spory wybór. Warto się rozejrzeć między tytułami, poczytać recenzje, popytać znajomych. Warto również podarować komuś, kto nigdy nie doświadczył choroby nowotworowej, chociażby po to, by mógł na nią spojrzeć z perspektywy zdrowego, silnego człowieka. Można wtedy przewartościować swoje życie i zmienić pewne nawyki. To działa! Przyjemnego czytania Wam życzę. Dajcie znać, jeśli polecacie jakieś tytuły!
Love, Patka
piątek, 5 września 2014
Moja Mama
fot. wnuczka Ola
Łódź, 4 września 2014
Ale mam piękną Mamę !
Mamę, która nie dała się rakowi wiele lat temu.
Kiedyś nie wiedziałam tyle, ile wiem teraz.
16 lat temu byłam zbyt młoda, by wspierać Ją tak bardzo.
Widok chustki na głowie wkomponował się wtedy w mój grafik życia.
Wtedy niewiele rozmawiałam z Mamą o chorobie, obie jakoś nie potrafiłyśmy o tym rozmawiać.
Dlatego też nie zdawałam sobie wtedy sprawy z tego, że nawet zapach może boleć.
Zrozumiałam to po wielu latach.
Dziś jest inaczej.
Dziś z Mamą dużo rozmawiamy o raku.
Dziś pomagam innym kobietom.
I chcę to robić najlepiej jak potrafię.
Uczę się wszystkiego i dzielę się tą wiedzą z innymi.
Jestem nośnikiem tej pozytywnej energii, której mam dość spory magazyn i mogę się nią wymieniać z ludźmi.
Wiem, że to było mi potrzebne – nawet po to, by kiedyś samej wykorzystać tę wiedzę i zdobyte doświadczenie, gdyby GuPi RaK miał i na mnie chęć.
Patka
Łódź, 4 września 2014
Ale mam piękną Mamę !
Mamę, która nie dała się rakowi wiele lat temu.
Kiedyś nie wiedziałam tyle, ile wiem teraz.
16 lat temu byłam zbyt młoda, by wspierać Ją tak bardzo.
Widok chustki na głowie wkomponował się wtedy w mój grafik życia.
Wtedy niewiele rozmawiałam z Mamą o chorobie, obie jakoś nie potrafiłyśmy o tym rozmawiać.
Dlatego też nie zdawałam sobie wtedy sprawy z tego, że nawet zapach może boleć.
Zrozumiałam to po wielu latach.
Dziś jest inaczej.
Dziś z Mamą dużo rozmawiamy o raku.
Dziś pomagam innym kobietom.
I chcę to robić najlepiej jak potrafię.
Uczę się wszystkiego i dzielę się tą wiedzą z innymi.
Jestem nośnikiem tej pozytywnej energii, której mam dość spory magazyn i mogę się nią wymieniać z ludźmi.
Wiem, że to było mi potrzebne – nawet po to, by kiedyś samej wykorzystać tę wiedzę i zdobyte doświadczenie, gdyby GuPi RaK miał i na mnie chęć.
Patka
środa, 3 września 2014
NIE JESTEM złotą rybką
OŚWIADCZENIE
Myślałam, że będę tego mogła uniknąć, ale niestety zdarzają mi się od jakiegoś czasu sytuacje, z których często nie wiem jak wybrnąć. Szczerze! Nie wiem!
Jak jestem zawsze "pyskata", tak czasem zapominam języka w gębie
O co chodzi? Ci, którzy są jakkolwiek blisko mnie tutaj - widzą, czytają, obserwują różne sprawy. Portal społecznościowy ma to do siebie, poniekąd. Stąd moja prośba OGROMNA (!) - Ludzie Kochani, to że miałam taką możliwość w swoim życiu, by poznać pewnych Ludzi, którzy są osobami publicznymi - nie oznacza wcale, że są to moi koledzy, kumple, koleżanki. Szanuję siebie przede wszystkim za to, że nie nadużywam tych kontaktów i nie wykorzystuję ich w swoim prywatnym życiu. Za to też i Oni mnie szanują i mam nadzieję, że również cenią. Bez znaczenia, czy jest to spotkanie przy jakimś projekcie, czy prywatne przy filiżance kawy. Nie jaram się tym! Taki już mam charakter. Zaufanie które jest b. ważne przy budowaniu takich relacji / jest dla mnie sprawą pierwszorzędną. Ono jest! I nie chciałabym, by cokolwiek na to wpłynęło. Dziś otrzymałam kolejnego maila, który zainspirował mnie do tego wpisu. Wierzę, że nikogo nie urażę tym, o czym piszę. Ludzie często nie zdają sobie sprawy z tego, że większość tych ludzi - też ma swoje ograniczenia, spowodowane różnymi czynnikami. Agencje, które się nimi zajmują, wizerunek, itp., sprawy służbowe, no i ... oni też mają swoje życie prywatne. Jak każdy. Ja nie czuję się upoważniona do tego, by wchodzić komuś do domu. Owszem, zdaję sobie też sprawę z tego, że tak to też czasem działa. Są prośby o udostępnienie kontaktu do danej osoby. Nie mogę tego robić! Ktoś mi napisał wczoraj, że dla wielu ludzi jestem autorytetem. Zastanawiałam się też nad tym, co to może znaczyć. Co może znaczyć w prawdziwym życiu. I zdaję sobie sprawę z tego, że może właśnie poprzez mało oficjalne drogi ludzie załatwiają różne sprawy. JA TEGO NIE ROBIĘ! I ludzi nie można tego uczyć! Przepraszam, może to Wam się nie spodobać, trudno. Ja nie jestem Kochani złotą rybką, którą spełnia życzenia! OK? Nie lubię być stawiana w kłopotliwych sytuacjach, i z pewnością jestem daleka od tego, by innych w nich stawiać. Wczoraj też jedna Pani, chora na nowotwór, którą wspierałam od początku Jej choroby - napisała mi z wyrzutem - " że jestem wyuczona pewnych zachowań, że daję swoje serce, a potem dzieje się inaczej i sypię cukrem pudrem po głowie". Nie było mi miło przeczytać coś takiego, ale też już nauczyłam się z tym żyć. Zawsze jest tak, że jeśli ktokolwiek cokolwiek robi - musi liczyć również się z tym, że nie tylko będzie nagradzany. A taka też jest polska mentalność. Śmiem powiedzieć, że nie zasłużyłam sobie na takie słowa, ale zostawiłam to - tak w tym miejscu. A jeszcze bardziej śmiem poradzić innym, by uważali na swoje dłonie. Podając je komuś, warto policzyć dobrze palce! Ja nie będę wskakiwała w ten ogień.
Z prostej przyczyny. Poruszając się już trochę po korytarzach onkologicznych zauważyłam, że ludzie chorzy na raka otrzymują w pakiecie, razem z chorobą - taką "tarczę ochronną", za którą uważają, że mogą się chować. Tylko nikt nie rozdaje wtedy ludziom zdrowym takiego pancerza, by chronił nas przed tym, co niesie za sobą - chęć wspierania i niesienia pomocy. Ważne jest w takich sytuacjach, by nie stawiać spraw na ostrzu noża. Wtedy rzeczywiście proces chorowania jest dużo lżejszy, bez "ukrytych opłat". Straciłam kilka osób, pokonał je rak - a ja nauczyłam się mieścić w ten swój pancerz.
Bez urazy!
Również wczoraj poproszono mnie o kilka spraw, w które mogłabym się zaangażować - ale nie zrobię tego. Boleję nad tym, gdyż sprawy dotyczą bezbronnych dzieci, które z powodu złej diagnozy, z powodu ograniczeń finansowych ...umierają. Przeczytałam na forum o sobie, że ..."umiem rozmawiać z rodzicami w takich sytuacjach, że mam w sobie kamforyczną empatię". Nie chcę tego traktować jak kolejne wyzwanie. Kochani nie traktuję takich słów nawet jak komplement, jak coś miłego. Jedynie cieszy mnie, kiedy moja praca jest doceniana. I niestety też muszę odmawiać. Muszę! Bo boję się o siebie, o swoje emocje, o swoje zdrowie, nie mam fizycznie na to czasu, moja doba ma też tylko 24h. I nie dbam również o to, że ktoś to odbierze inaczej - ale ja nie mam siły, nie mam jej aż tyle - by dzwonić do takich rodziców takich dziaciaków i wspierać ich słowem, pozwalać na płacz. Trzymałam parę razy taką matkę w swoich ramionach!!!!
Wiecie co się dzieje ze mną wtedy?
Chcecie prawdy? Chcecie???
Po opuszczeniu szpitala, miejsca, po opuszczeniu takiej matki - zdarzało mi się wymiotować. Na ulicy. Płakałam i wymiotowałam! Też mam swój czas, który mi dano. Mój zegar też zapierdziela. Moje serce ma wiele ran. Panuję nad tym i sama często się dziwię, jak to możliwe, że sama nigdy nie prosiłam o wsparcie techniczne dla siebie. Zatem proszę każdego dobrego człowieka, by troszkę pomyślał - nie tylko o tym, że trzeba pomóc, ale też o tym, że często NIE można pomóc. Wczoraj nie miałam czasu na kąpiel, którą sobie zaplanowałam. Tak wyglądają moje dni, z moimi Podopiecznymi. Promuję zdrowy styl życia i bycia, czy sama aż tak bardzo się stosuję do niego? Hm. Moje noce są krótkie, często z telefonem pod poduszką. Dbam bardziej o obcych mi ludzi, niż o siebie samą. KONIEC z tym! Byłam zawsze dla innych i dla każdego miałam wlaściwe, dobre, kojące słowo. Bez względu na porę dnia i nocy. Nie mogę już tego robić! Nie mogę i nie chcę. Co wcale nie znaczy, że nie rozumiem, nie współczuję, nie boleję. Będę pomagać zawsze, na tyle na ile będę mogła. Jestem w kilku projektach, które są w dołku startowym. I jeśli szczęśliwie uda mi się je zrealizować - to będzie dla mnie nagroda. Nie gniewajcie się na mnie, jeśli nie reaguję na maile natychmiast, jak kiedyś. Zwracają się do mnie ludzie z różnymi sprawami, dosłownie jak do złotej rybki. Zaczyna mnie to przerażać. Na szczeście mam zdrowy dystans do wszystkiego, umiem sama zauważać swoje błędy. I brać z nich lekcję! Popełniłam ich mase w życiu, z pewnością wielu ludzi też rozczarowałam, może nawet zawiodłam i staram się wierzyć, że jednak tych dobrych, lepszych momentow było więcej. Nie jestem przedstawicielem żadnej organizacji charytatywnej i z pełną świadomością mogę sobie pozwolić na te kilka słów, prosto z serca.
Kocham Was, każdego inaczej. Będę wdzięczna za zrozumienie
Patka Pastwińska
Londyn, 3 września 2014r.
Subskrybuj:
Posty (Atom)







































































