poniedziałek, 19 sierpnia 2013

Poniedziałek - to najfajniejszy dzień tygodnia!

Kula energii!

Nie trzeba dodawać chyba nic więcej!
Tak cudownie się turla, toczy, gdzieś tam między nami - ludźmi rozrzuconymi po całym świecie.
Z większością z Was zapewe nigdy się w tym życiu nie spotkam, ale każdy taki początek to kolejny początek dla innych.
Wymieniajmy się tą energią!

Chcę się podzielić tym wszystkim z taką radością, która rozrywa mi serce - usiadłam by napisać o tym i odebrałam telefon.
Dzwoniła Sylwia z V&S Hair& Beauty z zapytaniem, czy nie chciałabym być twarzą, którą umaluje podczas ważnej dla Niej chwili.



No i czy poniedziałki są najgorszym dniem tygodnia?
Nie!
To początek zawsze czegoś nowego!
Zgodziłam się, będę łysa i pięknie umalowana w pierwszy weekend września :)

A ten ostatni weekend miałam niesamowicie przyjemny, wiecie z poprzedniego wpisu jak się zaczął.
Sama Monika Sawicka obudziła mnie w sobotni poranek, potem nastąpił ciąg bAAAAAAArdzo przyjemnych zdarzeń.
Będę brała udział w pewnym projekcie wydawniczym, którego autorem jest znana pisarka i life coach.
Zgodzę się z Nią, że nigdy nie wiemy jak wielki wkład możemy mieć w życie drugiego człowieka.

Myślę, że podołam - bo z perspektywy mojego życia jestem najlepszym przykładem na to, że wszystko w życiu wychodzi - jeśli się tego chce.
Sama się nauczyłam konsekwencji.

Wczoraj też udało się dogadać współpracę z New York - tam jest mega pozytywna energia, pisałam o Ilonie w poprzednim wpisie także.
Są salony, które przystąpią do akcji DAJ WŁOS! Fundacji Rak'n'Roll, są polonijne media - na które można liczyć, no i jest Ilona od PR ;)
I kolejna niespodzianka, bo się nie znamy - a rozmawiamy ze sobą tak, jak przy kawie każdego poranka, poza tym odnoszę wrażenie, że Ilona czuje to idealnie, sama współpracuje z fajnymi ludźmi, jest zaangażowana w projekty choroby nowotworowej.
Ma dobre spojrzenie na sprawę.
I tyle planów mamy, jest moc!
JEST!
I to jest szczeście!

Marzenka Cytacka wczoraj wróciła z pola lawendy, po tym jak wrzuciła fotkę na swój profil i profil firmowy - pojawiła się nowa inspiracja.
I co?
I jedziemy z Monią na to pole, nasycić oczy, nozdrza.
Moje dziecko nam pomoże tam dotrzeć, kochana ta Ola - zresztą, wie jak matka kocha lawendę!
Jak to napisała wczoraj Monia: ło matko i córko! naprawdęęęęęęę?
Naprawdę!

Kawa z chudym mlekiem wciąż mi nie smakuje, ale dziś brakło tego właściwego, zatem wyjścia nie było - dopijam i zabieram się za robotę.
Dziś ogarniam Great Ormond Hospital for Children, bo policzyli na fakturze o jeden syrop za dużo i tak Szymona rodzice są o 60 pounds do tyłu, sprawdziliśmy to - i trzeba zareagować.
Mowy nie ma, by takie rzeczy miały miejsce!
Poza tym tyle spraw jednocześnie się toczy, że czasem się zastawiam jak to możliwe, że moja głowa panuje nad tym wszystkim i w tylu miejscach niemalże jednocześnie.
Jedno się dzieje, a drugie już przestępuje z nogi na nogę.
Niestety nie udało mi się odpowiedzieć na te wszystkie miłe pytania, które czekają na swoją kolej - bo jak zwykle trafił się jakiś gil w nosie.

I doszłam do wniosku, że jestem czasem zbyt uprzejma dla ludzi, a z pewnością wulgarnych artystów pogubionych w tym wielkim mieście.
Mam dość dymu papierosowego, który zatruwa mój organizm i tak mówię STOP niektórym, zwłaszcza fotografującym ''poetom'', którym się zdaje, że zawojują cały świat.
Może i zawojują - tylko konsekwentnie i mądrze, a nie byle jak i od dupy strony.
Sprawy trudne, z którymi borykałam się jakiś czas temu - nabrały też nowego znaczenia.
Postanowiłam zrobić z tym coś zupełnie innego, coś o czym nawet się nie śniło ''bohaterom'' ;)

A alternatywy są zawsze.
Inne, miłe, lepsze.

Pozwolę sobie dołączyć dziś zdjęcie, które wstawiłam 29 grudnia 2012r. na facebooku - a dopiero wczoraj zaintrygowało moich Przyjaciół i dziękuję za piękny komentarz odzwierciedlający sytuację ;)

Dobrego i pozytywnego startu w nowy tydzień!




29 grudnia'12 podpisałam to zdjęcie: ''Do mojego cudownego kalendarza, który dostałam wraz z kolorową czapeczką od ...Mikołaja, znalazłam dziś i ten naturalny dwustronny zeszyt z okładką obszytą piękną czerwoną nitką no i te ...ołówki 
Jestem gotowa zacząć rak'n'rollowo swój kolejny rak'n'rollowy rok :o)''

18 sierpnia'13 Monika Król podpisała: '' Popatrz teraz z perspektywy tych ośmiu miesięcy NOWEGO ROKU :-), jak pięknie go piszesz..."
 


 



sobota, 17 sierpnia 2013

Potrafię!



Czytając do wczesnych godzin rannych, dziś poleniowałam w łóżku aż do 10.30am - a dla mnie to przecież nie lada wyczyn.
Ja mogę spać zaledwie kilka godzin i jestem w konkretnie uśmiechniętej kondycji.

Co czytałam?
Nie, nie czytałam książki Moniki Sawickiej, o Niej chce właśnie napisać, gdyż leniując otrzymałam niezłego kopa, by wyskoczyć z łóżka jak jakaś petarda ;)


Zatem o czym czytałam?
Czytałam o nowym stylu życia i jestem mega zainspirowana tą książką - 

antyrak DR David Servan - Schreiber.
Czyli o naturalnych metodach walki z rakiem i ryzykiem nowotworów.

O tej książce i o moich wrażeniach napiszę w przyszłym tygodniu, do poniedziałku ją skończę, wezmę oddech i napiszę.
Wracając do tej petardy - kilka lat temu będąc na starcie swoich odkrywanych pasji mój przyjaciel podarował mi w Londynie książkę, którą sam przeczytał i powiedział: przeczytaj.
Zawsze mieliśmy tak, że wymienialiśmy się lekturą, często zaznaczając ołówkiem najfajniejsze momenty, zdania, słowa - które miały zapaść w głowę na dłużej - potem przegadywaliśmy każdą z tych lektur i te swoje zaznaczone fragmenty.
Przyznam się do czegoś!
Był to jedyny mężczyzna, który potrafił do mnie trafić, no i czytać książki na głos leżąc tuż koło mnie...

Cudowne wspomnienie!

Tak też weszłam w posiadanie między innymi książki 

Moniki Sawickiej ''Kruchość porcelany''.
Gdzieś w pubie, gdzieś w Hackney, w północno - wschodniej części Londynu - przegadaliśmy sobie i tę pozycję.
Pamiętam, że wtedy zrobiła na mnie niesamowite wrażenie, może to przez emigrację, na którą zdecydowałam się tyle lat temu - dziś jestem już niczym dzban ulepiony w pracowni garncarskiej - wiem kim jestem, wiem co jest ważne, wiem jak chciałabym to jedno życie, które mamy - przeżyć.
I tak pod koniec czerwca mając wyjątkowych gości z kraju - moją Mamcię i Lucy, przyjaciela rodziny - od której właśnie otrzymałam kolejną książkę Moniki Sawickiej z ... dedykacją od samego autora ;)

Te dwa miesiące temu - niespodzianka i tyle, radość bo kocham i kolekcjonuję takie perełki - a dziś?
Będąc obserwowanym przez Monikę Sawicką od jakiegoś czasu, dziś otrzymałam zaproszenie do Jej programu, który prowadzi dla telewizji - z podkreśleniem, że zaprasza fajnych ludzi.
Czy to nie jest dobry start dnia? ;)

To jest niesamowita energia, która gdzieś wciąż szuka innych, by móc zrobić coś dobrego, potrzebnego.
Wtedy w pubie na Hackney nie pomyślałabym nawet, że będę mogła kiedyś robić wiele rzeczy, które gdzieś tam rodziły się w mojej duszy, ale nie mogłam sobie na nie pozwolić - Ola i Jej sprawy szkolne był dla mnie priorytetowymi, wtedy Ola miała tylko mnie, a dziś to się dzieje i jeszcze rozmawiam sobie z Moniką Sawicką w sobotni poranek o ...kawkach ;))

Umówiłyśmy się na początek października, napijemy się kawy i będę gościem Jej programu.
Tak się składa, że początek października to CZWARTE urodziny Fundacji Rak'n'Roll Wygraj Życie - i zamierzam na nich być - po tym jak odpuściłam sobie od maja loty do kraju - wracam do sprawy książki, którą już czas by skończyć.
Wszystko w sumie pięknie się składa.
Rok temu pierwszy raz poleciałam do Fundacji, na trzecie urodziny - od wtedy tyle się zdarzyło, tyle dobrego i myślę, że projekt wydawniczy za który ja się zabrałam wtedy - dostał ten czas, który był potrzebny, by zrobić taką książkę, tę książkę.
Na to potrzeba było czasu, docierania do tego miejsca, w którym dziś jesteśmy.
Wyrozumiałość i chęć współpracy ludzi zaangażowanych w ten projekt to dla mnie najlepsza nagroda.
I właśnie powoli nadchodzi ten czas, że trzeba to kończyć, jeszcze rozmawiać, dopisywać, autoryzować, sprawdzać, poprawiać, posyłać, składać.

Nie mogę się doczekać tego października.
Dla mnie to wyjątkowy czas, bo sporo będzie się działo, są plany na coś małego, na coś dużego, na coś wielkiego.

Czy jestem szczęśliwa?
JESTEM!
Tak bardzo, że czasem boli mnie serce i głowa z nadmiaru tych dobrych emocji i radości.

Dziś i jutro poświęcam na odrobienie zaległości, obiecałam sobie, że odpowiem na wszystkie te miłe sprawy, które wpadły w moją skrzynkę mailową już jakiś czas temu.
Będę pisać o sobie dla innych, dla tych którzy mnie o to poprosili.
Nie wiem czy to lubię, bo pisanie o mnie dla tylu ludzi, którzy będą to czytać - średnio mi wychodzi ;)
Mam jeszcze pogaduchy na skype z Ludźmi polskiej kultury i sztuki, no i z Iloną Lee - która jest tak pozytywna i myślę, że mamy szansę na początek obiecującej, fantastycznej współpracy przy wielu projektach Rak'n'Roll.
Przecież rak jest wszędzie, zawsze to mówiłam i zawsze mówić będę.

http://ilonalee.com/about/

Ten przyszły tydzień, kolejny w moim życiorysie to intensywny tydzień.
Dalsza współpraca z Daj Włos w UK, i innych częściach świata, chcemy dotrzeć do Pań chorych na raka, które się zgłoszą do mnie / do nas - by otrzymać wsparcie.
Sprawy Szymona Piętko, dwulatka chorującego na siatkówczaka, którego już pewnie znacie z moich wcześniejszych wpisów.
No i jeszcze jedna trudna sprawa...
Pożegnanie małego Daniela - 

http://www.bbc.co.uk/news/uk-england-coventry-warwickshire-23224826

Zdarzenie bulwersujące jakiś czas temu Polonię w kraju i tę tutaj w UK, bulwersujące Brytyjczyków.
Mój znajomy, który podjął się tego wyzwania, specjalizując się pochówkiem zmarłych - wczoraj bardzo mi zaimponował, wzruszył.
Przegadaliśmy temat, chętnie pomogę na tyle ile będę mogła.
Ruszamy tę sprawę w przyszłym tygodniu, będziemy o niej pisać i mówić.


I jeszcze raz krzyknę - są fajni ludzie na świecie, znam Ich - ostatnio coraz więcej, to mnie uskrzydla - warto dbać o takich ludzi.
O tym, że wymyśliłam jeszcze parę rzeczy - które są mega ważne, będę pisać na bieżąco - najpierw muszę dostać się do załogi Rak'n'Roll i przegAdać temat ;)

Gdziekolwiek jesteście, cokolwiek robicie, kimkolwiek jesteście - życzę Wam wspaniałego dnia, pogody ducha, słońca na niebie, deszczu za oknem, zapachu życia!





 

czwartek, 15 sierpnia 2013

Cycki do przodu i na rower




Istnieją naukowe dowody, iż jazda na rowerze, pływanie, bieganie lub też jazda konna chronią przed rakiem piersi. 
Korzyści jakie płyną z uprawiania wyżej wymienionych sportów to nie tylko zachowanie zgrabnej sylwetki oraz kondycji ruchowej, ale również wpływ na zmniejszenie ryzyka zachorowań na nowotwór. Z przeprowadzonych badań przez amerykańskich naukowców z Narodowego Instytutu Raka wynika, iż trzy godziny w tygodniu spędzone na uprawianie sportu zmniejszają o 30 procent ryzyko powstania nowotworów. 
Dotyczy to również kobiet obciążonych genetycznie. 
Dość ważne jest jednak aby aktywność fizyczna była regularna oraz wymagała dużego nakładu energii. 
Formy takiego sportu mają wpływ na obniżenie hormonu odpowiedzialnego za wzrost komórek piersi i ich rakowacenia. Jednak najbardziej korzystny wpływ na zdrowie ma jazda na rowerze, zwłaszcza intensywna jazda pod górkę.

Więcej info: http://www.rakpiersi.pl/







środa, 14 sierpnia 2013

Łyso mi

Zaszalałam!
Wczoraj wreszcie się wybrałam do mojego ukochanego salonu na Wood Green :-)

Zjedliśmy razem dobrą sałatę, porozpieszczaliśmy się rogalikiem do kawy i wzięli się za mnie ;)
Zrobiłam porządek na głowie i na twarzy ;)

Wyskubać trochę brwi też trzeba było!







Ja chyba już nigdy nie zapuszczę swoich włosów, to jest niesamowity komfort, widać wszystko, czuć wszystko.
To fajne uczucie jak wiatr figlarnie czyści głowę, lubię to!

Czuję się wtedy tak, jakbym się urodziła na nowo i mogła zacząć jeszcze lepiej startować ;)
Co mnie wczoraj zaintrygowało?
To, że w drodze z salonu do domu gdybym chciała poznać jakiegoś kandydata na pogaduchy o swojej łysej głowie - nie miałabym problemu.
Mężczyźni bardzo zwracają uwagę na taką głowę, obserwują, łapią Ciebie za oko, uśmiechają się.
Byłam ciekawa tego co im chodzi po głowie.
Czy patrząc na taką kobietę, zastanawiają się czy jest chora, czy po prostu jest inna i odbiega od standardów, hmm.

I pomyślałam też wczoraj, że gdyby tak znaleźć tyle łysych głów, które zrobiłyby sobie podróż Central Line ( czerwona w UK ) i zamiast telefonu komórkowego trzymały w dłoni maszynkę do golenia - to byłoby mega - gdzie wsiadaliby na poszczególnych stacjach ludzie, których można byłoby obserwować.
Ja lubię patrzeć na ludzi i uśmiechać się do nich.

Do łysej głowy zawsze wchodzą pomysły szybciej ;)

W ogóle ten tydzień zaczął się wyjątkowo dobrze.
Dostałam śliczny prezent od Oli z Warszawy.
Warsztaty dla Pań w Łodzi udały się.
Ekipa Jacka Olejniczaka, koordynatorka Kamila i wszystkie Panie zadowolone, to jest dla mnie radość - i myślę, że każdy tamtego dnia znalazł coś dla siebie.
Dziś będę dzwonić do 97 w Łodzi, pięknie się spisali, jak zawsze zresztą - podziękuję Im.
Znajdę w weekend troszkę czasu i zrobię zakładkę tutaj, odnośnie warsztatów w Łodzi i nie tylko.
Jestem Łodzianką i chyba dlatego taki sentyment - kiedy z Łodziakami można robić coś fajnego ;)

Dziś też mam specjalnego Gościa - Nikolla z Rak'n'Rolla, będzie u mnie spała - zatem wieczór będzie tryskał śmiechem ;)
A jutro mam spotkanie z Kamilą Gorazdą, wreszcie też sobie pogadamy - jak dwie baby!
Karolina, Miss Polonia 2003 - jest też moim odkryciem tego roku, niesamowicie ciepła, pełna spokoju, pełna pozytywnej, dobrej energii kobieta, mama dwójki wspaniałych dzieciaków, żona fajnego człowieka, który wie jak korzystać z życia.
Koniec tygodnia też będzie cudowny, ale będę pisać na bieżąco.
Wróciłam do pracy nad książką, zatem weekend to też nowe wyzwanie i spotkanie, a net to piekna sprawa - tyle można zrobić, będąc na drugim końcu świata ;)

Swoje dziś zaczęłam od umycia głowy w nowym szamponie, by głowa mniej swędziała - wczoraj się zaopatrzyłam w salonie - wklepałam kremik pod oczy, zaparzyłam kawę i spędziłam czas wśród swoich bezdomniaków.
Trawa, kawa, kitEkat, koty szczęśliwe - ja też, lubimy ze sobą być.
W lodówce parzona biała kiełbasa, dziś prawdziwy barszcz i koniecznie gotowane jajka.
Środa to fajny dzień, by być szczęśliwym i pomimo, iż każdemu nie dogodzimy - to starajmy się być sami na swój sposób szczęśliwcami.


poniedziałek, 12 sierpnia 2013

♬ Łyse jest piękne!



♬  https://soundcloud.com/gati-gatt-gatuszewska/raknroll-daj-w-os-londyn-2013


Dla niektórych to może być jak ...pacierz, modlitwa.
Niby tak niewiele s
łów, ale jaka treść.


Dowiedziałaś się, że masz raka?
Jesteś w trakcie choroby?
Straciłaś włosy?

Posłuchaj!
Posłuchaj o tym, że łyse jest piękne. 


Rozmowa z uczestniczkami otwarcia akcji Daj Włos w Londynie Fundacji Rak'n'Roll Wygraj Życie.
Wywiady, dźwięk i edycja: Gati Gatuszewska, dn. 10 lipca 2013

sobota, 10 sierpnia 2013

Porzeczkowe STO LAT

Czy wypada składać życzenia urodzinowe komuś, z kim nie wypiło się ani jednej szklanki kompotu z kwaśnych porzeczek?

Wypada, a czasem nawet trzeba!
Kiedy trzeba?

Wtedy, kiedy czujesz, że ten ktoś wiele Ciebie nauczył, wiele Tobie dał i czasem masz uczucie, że w pewnym sensie ocalił Tobie życie.

Co znaczy ocalił?

Znaczy to, że kolejny raz pokazał innym - co jest w życiu najważniejsze.

Większość z nas nie wie o tym, dopóki nie dotknie go walka o życie swoje, bądź o życie swoich najbliższych.




Kupujemy tysiące niepotrzebnych rzeczy, przekonałam się o tym sama.
Kiedyś żyłam troszkę inaczej.
Nie potrafiłam odmówić sobie wielu przyjemności, dopiero wtedy kiedy zdecydowałam się pracować mniej - mniej za pieniądze, które za swoją pracę dostawałam - a zaczęłam pracować bez wynagrodzenia, moje życie zmieniło się zdecydowanie na lepsze. 

Odkryłam jeszcze inne przyjemności.

Wiekszość z Was pewnie tego nie rozumie, nie rozumie tego, że można robić coś bez czegoś, tak po prostu.
A mnie tak po prostu to smakuje - na deser dostaję radość i uśmiech innych.
To lepsze aniżeli butelka perfum.
Ta radość jest zapachem życia.

Dzięki też takim ludziom jak Marzena Erm, która obchodzi dziś swoje urodziny i zamiast kwiatka, czekoladek, woli ...
20 zł.
Każde 20 zł zapewni Jej spokój na resztę życia, dosłownie.
Przeczytaj, zobacz - 

http://marzenaerm.blogspot.co.uk/

https://www.facebook.com/misja.RAKiJA

Pisałam również o Marzenie - znajdziecie zakładkę u mnie na blogu RAK'N'ROLLowa MARZENA.
WPŁACAĆ pieniążka urodzinowego możecie na konto 
Fundacja Rak'n'Roll Wygraj Życie 
nr konta: 93 1140 2017 0000 4402 1296 2443 z dopiskiem
''na RAKIJĘ dla Marzeny Erm''



Marzenko, ja życzę Tobie byś smak porzeczki odkrywała przez całe swoje życie, od nowa, od nowa i wciąż od nowa.
Pozytywne uściski i zamiat tortu życzę miski, a nawet wiadra słodko - kwaśnych porzeczek :)

Marzena Erm

środa, 7 sierpnia 2013

Radosna pizza


Radość dziecka, to chyba najcenniejsza i najbardziej prawdziwa radość na świecie!
My dorośli nie potrafimy tak się cieszyć.

Piszę dopiero teraz, bo rano było dość stresujące - sama zawsze staram się mieć jakiś pozytyw na życie, ale dziś też sama go potrzebowałam.
Poranek spedziłam w toalecie, czemu człowiek reaguje w ten sposób na stres? ;)
Do wczoraj do godz.3pm zdawałam sobie sprawę z powagi sytuacji i presjii gromadzenia środków finansowych na leczenie Szymona, ale po godz.3pm - dowiedziałam się o kilku rzeczach jeszcze.
Ryzyko, jakie wiązało się z podaniem dzisiejszej drugiej dawki - okazało się, że jest duże - czasem moja logiczna głowa nie ogarnia tego wszystkiego jednocześnie.
Przeanalizowałam sobie wszystko wczoraj po powrocie do domu, poskładałam puzzle w całość, poczytałam o siatkówczaku, przejrzałam dokumenty Szymona, obejrzałam zdjęcia - no i dziś od rana, wiedząc że TO już dziś i teraz, byłam jak nie ja.

Podczas wizyty w Great Ormond Hospital spotkałam też małego chłopca, tego samego co w zeszłym miesiącu.
Mały Pakistańczyk z łysą główką już się tak nie wstydził tej swojej główki jak za pierwszym razem.
Myślę, że całus w rączkę pomógł - bo pamietał mnie :-)

Odwołałam dziś swoje golenie głowy, Vince to rozumie - dziś zbyt wiele emocji, nie byłam w stanie myśleć o swojej głowie.
Zrobię to w piątek!

Jak tylko dowiedziałam się, że się udało, że Szymon się obudził, że były problemy z ciśnieniem, ale że jest wszystko OK - poszłam do kotów, pozwoliłam im podrapać swoje dłonie.
Podzieliłam się z nimi tą wspaniałą wiadomością i teraz moge zająć się sprawami warsztatów R'n'R w Łodzi.

Jest jeszcze do dogadania kilka spraw, niestety pogodziłam się już z tym,że nie uda mi się na nich być - nie chciałabym zawieść nikogo w Fundacji, najbardziej Kamili - koordynatorki projektu.
Są sprawy, których nie mogę zostawić w chwili obecnej.
Chciałam popatrzeć jak to jest i jak to działa, gdzie na fotelu w salonie fryzjerskim siada kobieta chora na raka.

Będę chciała zorganizować z ramienia Rak'n'Roll takie same warsztaty w Londynie i dobrze byłoby zrobić to w październiku.

Zrobiłam sobie w ogóle taki mały plan działań, gdyż muszę wrócić do projektu książki, którą chę ukończyć i oddać do Wydawcy w listopadzie.
Tuż po tym jak Ola zamieszka w akademiku, ja wracam do pracy nad książką.
Cisza, koty, wino, uczenie się świata bez Oli, w pewnym sensie - bez Oli.
Czy ja się boję samotności?

Nie wiem, ale bez Oli to będzie jakoś tak pusto, dziwnie w mieszkaniu.

To jest właśnie ta radość dziecka, nieważne ile ma lat - jeśli to nasze dziecko, chcemy mieć je zawsze koło siebie, nie wyobrażamy sobie świata bez niego.
Na zdjęciu mała Maia, skacząca radośnie w niedzielę podczas naszego spotkania.
Wczoraj Szymon biegający w parku, który potem żegnając się ze swoją panią doktor w szpitalu, powiedział radośnie ''bye'', a dziś moja Ola - która miała rano dylemat czy wyskubać sobie brwi, czy jeszcze chwilę poczekać.

To są te życiodajne momenty, kadry z naszego życia, z naszej codzienności.
Radujmy się nimi, pielęgnujmy je - nim przepadną.

Radosnego dnia dla Wszystkich, jest z czego się cieszyć - wieczorem jedziemy na pizzę do Patrycji i Bartka, u których mieszka Szymon, Kasia i Piotr :-)
Ja w ogóle nie jadam pizzy, ale dziś to wyjątkowa okazja.