wtorek, 11 czerwca 2013

Cancer, we're coming to get you! JUNE 23


https://www.raceforlifesponsorme.org/patricia-pastwinska

http://www.raceforlifesponsorme.org/aleksandrapastwinska


Cancer, we're coming to get you!

Thank you for visiting my Race for Life sponsorship page. Please dig deep and sponsor me online - it's quick, easy and totally secure.
Events like Race for Life are vital in funding Cancer Research UK's life-saving work into preventing, diagnosing and treating cancer. By sponsoring me, we can unite and create a force that cancer can't ignore.
Gift Aid it!
If you are a UK taxpayer, please remember to tick the Gift Aid box when donating as this will increase your donation by at least 25% at no cost to you.
Sponsor me now, and we can become cancer's worst nightmare!
Many thanks for your support. Together we will beat cancer.
Many thanks
Patka & Elizabeth & Aleks ;)

                                         ******************************************
Kochani,
biegniemy, idziemy, tańczymy - jakkolwiek ;)
Moja Mamcia przylatuje do nas 19 czerwca.
Pomyślałam że skoro pokazała FAKA  rakowi 15 lat temu i nie dała mu się  - dziś mamy świetną okazję do tego, by zrobić to razem.
Serce mi chce wyskoczyć z cycków, bo moje dziecko zechciało nam towarzyszyć :-)
To cudowne !
I tak matka, córka i babka ZAWSZE razem !!!

Mój marsz to OGROMNA intencja dla WSZYSTKICH, którzy walczą, którzy są dzielni.
Dla mojej ukochanej -  Fundacji Rak'n'Roll Wygraj Życie  - ,
by dalej tak rollowała tego GuPieGo RaKa !
DLA MOJEJ DZIELNEJ MATKI -  mojego Przyjaciela :-)

Dla WSZYSTKICH, którzy odeszli...

Dla moich Dziadków i Rodziny
Dla Przyjaciół
Dla Magdy Prokopowicz
Dla Joasi Sałygi

Dziękujemy za wsparcie, jakkolwiek :-)
Moc uścisków !
Patka Wariatka :-)




http://www.raknroll.pl/




poniedziałek, 10 czerwca 2013

czerwona cebula i śmiech to samo zdrowie

Poniedziałek.

Dobrze się zaczął, bo z niesamowitą energią na wszystkie sprawy w tym tygodniu.
Spotkania, zajęcia, kreatywność.
Dziś mam troszkę jeszcze telefonowania, no i oczywiście pracy pisanej, takiej przez P ;)

Weekend też był wypełniony po brzegi, sąsiedzi z budynku obok myśleli, że mieszkają w jakiejś hiszpańskiej wiosce - zrobili takie party w sobotę, w ciągu dnia, że okna nie dało rady otworzyć.
Zastanawiałam się nad tym, co tacy temperamentni ludzie robią - muszę dodać, że tam była chyba połowa małej wsi, a ile dzieciaków ! - w dwupokojowym mieszkaniu, zamiast przenieść się do parku, na trawę.

Nie dało się pracować w takich warunkach.
Znalazłam sposób, w sposób może i nieuprzejmy, ale poskutowało.
Lekarstwo to kawałek Pumpkin And Honey Bunny, na 33 szczeblu drabiny głosu ;)
Drastyczne, ale skuteczne.
Sąsiedzi z budynku obok interweniowali, najpierw do mnie z prośbą by troszkę przyciszyć.
Po krótkiej fajnej rozmowie wyjaśniłam po co ta akcja.
No i odbyła się interwencja w hiszpańskiej wiosce, nie z mojego ramienia oczywiście.
Nastała cisza, nie żebym miała coś do śmiechu, radości innych - ale w każdy weekend dzieje się ostatnio coś, gdzie ludzie pozbawieni wyobraźni tracą kontrolę nad sytuacją.
Reagować trzeba, bo jeśli reakcji brak - to i wyobraźni brak.
Wczoraj też przekonałam się ponownie, że jednak trzeba mieć ograniczone zaufanie do ludzi, zwłaszcza że są nie do końca w porządku wobec innych, zatem warto uważać.
Poza tym mam niesmak po wymianie prywatnej korespondencji z jedną z osób, która sprawia takie przyjemne wrażenie, to jak się prezentuje i w jaki sposób prezentuje swoją pracę, ale w momencie gdzie stawiam kontrę, bo się z czymś nie zgadzam - dostaje taki dialect, że zastanawiam się czy to jest ta sama osoba, która tak słodko prezentuje się innym, często publicznie.

Wrażenie niesamowite, a ja doszłam do wniosku, że im bardziej dłuższe blond włosy, tym intelektualnie wszystko wygląda krótko.
Nic to, absolutnie.
Im więcej nas, tym samym tyle osobowości.
Tak czy owak z dzieckiem moim zasypiałam po potężnej dawce śmiechu, uwielbiam tak się śmiać przed zaśnięciem.
Nasze bezdomne koty darły ze sobą ''koty'', możecie sobie wyobrazić jaki był wrzask na osiedlu, które otulał pejzaż nocny.
Ktoś otworzył okno i poleciało coś okrągłego, koty przestały się na siebie drzeć, każdy poszedł w swoją stronę.
Spać nie mogłyśmy bo zastanawiałyśmy się, co też się tak turlało po tym chodniku.
Byłyśmy niemalże gotowe podnieść się z łóżek, ubrać - albo jedynie naciągnąć na siebie szlafrok i zlokalizować intrygujący nas obiekt.
Stąd ten śmiech.
Dziś w drodze do szkoły, dziecko dało mi znać - że po ulicy turla się ... czerowna cebula.
No jak tu się nie śmiać ?

Swoją drogą to ciekawa jestem, o co była ta kocia rozruba.

Cały czas przerywam dziś ten wpis, a to telefon, a to mail, a to gorący służbowy chat na fb, a to jajka gotowane dla bezdomnych kotków, a to wreszcie paczka dla mojego dziecka dotarła, a to pomysł na 23 czerwca - no bo obchodzony będzie również Ogólnopolski Dzień Świadomości Raka Prostaty.
I tak ciągle coś mi do tej głowy wchodzi ;)



Zbieram się do pisania przez P, Wam życzę dobrego dnia - gdziekolwiek jesteście, cokolwiek robicie.
Dajcie znać, gdzie na urlop się wybieracie :-)

PS. It's a good day to be HAPPY !

sobota, 8 czerwca 2013

Dupa do tego goła, na rowerze !



WORLD NAKED BIKE RIDES, UK 

Jeszcze parę lat temu było tak, że w kilku miejscach na świecie, tego samego dnia ludzie wsiadali na rowery i wybierali się nago na przejążdżkę po ulicach swoich miast.
Cel był taki, by zwrócić uwagę ludzi na problemy ochrony środowiska, zachęcić jak i przekonać do poruszania się rowerem po mieście.
Dziś to wygląda podobnie, aczkolwiek w różnych częściach świata - ten dzień przypada na różne dni i miesiące.
Dziś, ten dzień w UK, w Londynie.

Fajna sprawa, kibicuje uczestnikom !
Dobrego weekendu everyone :-)
Będę potem tutaj, a jak nie potem - to jutro jakoś;)





piątek, 7 czerwca 2013

Jakby nie było !


Piątek, siódmy dzień czerwca.
Wczoraj nie pisałam, bo pisałam w innym miejscu ;)
Tak, od wczoraj się dzieje dość dużo, stąd tak intensywnie.
Pożegnaliśmy się z sąsiadami, po trzech latach sąsiadowania ze sobą.
No i mam wrażenie, że jeszcze dziś mnie suszy po tym szampanie.

A był dwa dni temu ;)

Kolejna butelka to już u Guile i Mau, jak się rozpakują i zadomowią w swoim nowym miejscu.
Bardzo ciekawa jestem - jak będzie z tym kimś nowym - bo nowe nadciąga.
Jakoś od tego weekendu ma zacząć chodzić po klatce schodowej.
Szkoda, że dobre rzeczy nie są czasem na zawsze.
A może to dobrze, że nie są - umiemy się z nich cieszyć i doceniać kiedy są.

Słucham PRL ( Polskie Radio Londyn ), no i się okazuje pomimo wątpliwości słuchaczy, że dziś rzeczywiście jest Dzień Seksu ;)
I co Wy na to ?
Życzę Wam, by seks smakował Wam każdego dnia tak samo, nie tylko dziś.
To zdrowe, potrzebne - jak wszystko inne w życiu.
To jest dla mnie zawsze wielka niewiadoma, kiedy słyszę że kobiety są mało aktywne, mało kreatywne, wolą ból głowy.
Przecież na ból głowy, zamiast tabletki jest najlepsza dawka seksu - tak uważam.

A jutro kolejny szalony dzień.
Dzień gołego tyłka na rowerze !
Nie udało się zorganizować wszystkiego tak jak lubię, zatem muszę obejść się smakiem.
Miał być Rak'n'Rolling w czerwonych kaloszkach, na sympatycznym, kobiecym amsterdamie.
Tydzień, jak się okazało - to za krótko, by zorganizować przede wszystkim szablon, tak bardzo potrzebny do makijażu na plecach.

Next time :-)

Kolejna refleksja przyszła po wymianie właśnie korespondencji z moją przyjaciółką, sama już nie wiem jak to jest.
Potrafię się też zniechęcić się czasem  do ludzi, zwłaszcza jeśli nie potrafią mieć własnego zdania, nie umieją podjąć decyzji, nawet banalnej.
Szkoda mi w sumie ludzi, którzy nie potrafią ryzykować, bo się boją zmian.
Właśnie często niestety nie udaje się takim ludziom do niczego w życiu dojść, bo zawsze będą oglądać się za siebie i na kogoś, oczywiście to jeszcze zależy - co dla kogo jest ważne.
A, życie.
Nie moje, zatem nic - jak muszę zrozumieć, to co niezrozumiałe.

W sumie to tak miło mi ten ranek mija, zwłaszcza że mogę między ważnymi sprawami, znaleźć i czas i miejsce na bardzo sympatyczne rozmowy z kimś bardzo sympatycznym - dziś zwróciłam uwagę na to, że potrafimy się ze sobą fajnie komunikować - bez względu na tematykę rozmowy.
To jest w kontaktach z ludźmi niesamowite.
Listonosz wrzucił pocztę do mieszkania, przysięgam licho mnie nie weźmie zbyt szybko, ale może mnie pokonać podczas takiej sytuacji.
Poczta ląduje na ziemię niesamowiecie głośno, ciężkie koperty z zawartością powodują tyle hałasu, że kiedy człowiek jest pochłonięty czymś innym i skupiony właśnie na tym, to wytrąca z równowagi ;)
Drastyczne odkrycie !

Zmykam powoli do obowiązków służbowych, radość mam z tego że moje dziecko jest zadowolone z ostatnich zajęć na wodzie.
Budowała tratwę, a potem wyruszała na niej na wodę, zajęcia ogólnie bardzo dziwne i bardzo w wodzie, może to tak musi być.
Kiedyś była kreda i tablica, no i kozioł gimnastyczny - dziś to się zmienia.
Świat się wciąż zmienia.
A zmiany kształtują, jakby nie było.






środa, 5 czerwca 2013

Rano zimno, ale i tak jest fajnie !


Be More Yogic :-)
Zaczęłam ten tydzień dość fajnie, bo z kolejną konsekwencją.
I tak dziś, zamiast siedzieć w fotelu samolotowym - siedziałam na lokalnej trawie.
Rano było zimno, aczkolwiek ja już się zastanawiam, czy to że ta pogoda w tym roku się poprzestawiała, czy to zimno to jest faktycznie zimne, czy tylko mnie jest ...zimniej.
Jak dla mnie było.
To się ma nijak do lata, które za moment ma się zacząć.

Dziecko moje dziś zalicza egzamin praktyczny, tak więc ponownie kajaki, a do tego motorówka.
Mam nadzieję, że Pan Szkolny ( czyt. nauczyciel ), na spokojnie przyjmie na klate to, że moje dziecko jest w tym dobre, a to że ma swoje zdanie i umie go bronić - kolejny raz utwierdzi go w tym, że Polka to również i temperament.
Całe szczęście, że Ona taka jest - da sobie w życiu radę.
Pan Szkolny ma alergię na moje dziecko, i lepiej by wiosło dziś trzymał przy sobie - a nie tak jak ostatnio, próbując utrudniać.
W razie czego, dziecko od matki dostało pozwolenie - by użyć wiosła w obronie własnej ! ;)

Wczoraj też było małe zamieszanie w mieszkaniu, i tak oto będą nowe szafki w kuchni, nowy okap, nowa podłoga w łazience, no i goście nie będą się stresować spuszczając wodę w toalecie - wymienią nam uchwyt w misce toaletowej.
Wreszcie !
Śmiałam się, że w ciągu dnia to ja jestem czasem administatorem budynku, gospodarzem swojego mieszkania, opiekunem bezdomnych kotów, swoją własną sekretarką, dziennikarką, matką, pisarką, kobietą, która ekscytuje się masą spraw, wolontariuszem całego świata, ach - dobrze mi z tym, co tu dużo mówić.

Czasem jest tego zbyt wiele, ale ja tak lubię.
Nie chcę mieć czasu na nudę, chcę mieć czas na relaks - to różnica.
I świetnie udaje mi się to razem połączyć.

TA  NAJBLIŻSZA SOBOTA TO ...

Every year, in cities around the world, people ride bikes naked to celebrate cycling and the human body.


Chodzi mi to po głowie, dość mocno - ale w połączeniu z pewnym małym projektem.
Wczoraj miałam jeszcze wątpliwości, ale skoro siebie akceptuję i to jest takie mocne, a ja lubię mocne sprawy - to po co te wątpliwości ? ;)
Dziś wyjaśni się sprawa pewnego szablonu, jeśli to będzie załatwione pomyślnie - pojadę i zamierzam się dobrze bawić !
Udzieliłam wczoraj małego wywiadu, gdzieś między obowiazkami domowymi, a służbowymi i to też takie miłe i potrzebne, pójdzie w świat i mam nadzieję, że przyniesie światu korzyść.
Najwspanialsze jest to, że każdego dnia słyszę od kogoś - jak pozytywnie działam na tego kogoś, jaką czerpie radość z obserwowania mnie.
To miłe, ja bardzo się cieszę że tak się dzieje, bo to ważne - by dzielić się tą energią z innymi.

Kawa robi się zimna, zmykam.
Dobrego dnia dla każdego z Was - gdziekolwiek mnie czytacie i jesteście, bardzo Wam dziękuję, że tu zaglądacie :-)


poniedziałek, 3 czerwca 2013

TU I TERAZ

Nowy tydzień !
Smutno się zaczął, bo wczoraj dowiedziałam się, że skończyło się czyjeś życie.

Sebastian, lat 33.
Mały kawałek historii tego młodego, pięknego człowieka zapisany tutaj, na tym blogu :

http://1ze175.blogspot.co.uk

Przejrzałam wczoraj wszystkie zapiski, no i  upuściłam trochę łez.
Odkrycie ?
Przeraża mnie liczba ludzi, którzy zostawiają pogrążonych w bólu bliskich i zapiski po sobie na blogach, dla innych.
Śledzę kilka blogów prowadzonych przez młode osoby, chore bądź po chorobie nowotworowej.




Ilu rzeczy można się z nich dowiedzieć.
To jak cieszą się małymi drobnymi sprawami...
Jak smakuje im życie.
Wczoraj przeczytałam, że można marzyć o kubku herbaty, banalne - a jakie mocne !

Życie, takie kruche.
Zwracajmy uwagę na sygnalizator !
Nasz własny.
Od dziś joga, będę robiła wszystko - jeśli będę miała na to wpływ, by zabierać matę na trawę i witać każdy dzień.
Witać go ze sobą samą ;)
Po bardzo długiej przerwie wracam do tego, potrzebuję.
Moje ciało, umysł tego potrzebuje.

Zabawne jest to, że dziś - nie wiem jak do tego doszło, ale obudziłam się z podrapanym czołem.
By była jasność - śpię sama.
Gdzieś tam pod poduszką mały pluszowy Kermit.
Niezłe, co ?
Kobieta, 37 lat i zamiast z mężczyzną sypia obok pluszowego Kermita.
No, ale on do cholery mnie tak nie urządził !
Obejrzałam swoje paznokcie, nie wiem jak ja to zrobiłam.
Walczyłam z kimś w śnie, czy coś ?
Dziwne!
Grzywki nie mam - możecie sobie wyobrazić jak wyglądam ;)
Zresztą na tym świat się nie kończy, zadrapanie zaraz zniknie, to nie jest problem.

Dobra, zmykam ścigać się ze swoim dalszym dziś, jeszcze jedynie kawa i gnam przed siebie.
To będzie intensywny tydzień, zwłaszcza że nie lecę do kraju, jakoś muszę nadgonić to wszystko tutaj, przy pomocy klawiatury, dużego szkła.
Dam radę !
Ja nie dam ?
Dam! :-)


DOBREGO DNIA, DOBREGO TYGODNIA !

Cokolwiek robicie i kimkolwiek jesteście :-)
Macie chęć na saunę, spacer, sok ze świeżych warzyw, spontaniczny seks  z ukochaną osobą, albo nawet nie z ukochaną, przecież to też się zdarza, że interesujemy się fizycznością innych.
Zatem właśnie DZIŚ  - nie odkładajcie tego na potem.
Zbyt często uciekamy przed własnymi pragnieniami.
Tu i teraz.
Jutro może być nagle po wszystkim ...
Mogłam poznać Sebastiana, podczas pewnej audycji radiowej ...
Co zrobiłam ?
Odmówiłam, bo '' coś '' tam, dziś tego żałuję - bo przegapiłam coś pieknego, ważnego.

Czasem swój rozsądek warto zawieścić na wieszaku, zamknąć szafę i wyjść nago!

niedziela, 2 czerwca 2013

Dzień Dziecka. My obchodzimy go każdego dnia.

Mała Aleksandra
1 czerwiec, Dzień Dziecka.
Ja, matka - spędzam go samotnie.
Dziecko już dorosło.
Moja Dwudziestolatka z taką energią i pomysłem na życie, że w sobotę gna z pracy do pracy.
Zarabia forsę, a przy tym zdobywa doświadczenia.

Dlatego też, dziś uświadomiłam sobie jedną rzecz.

Byłam przy Niej zawsze, w najważniejszych momentach Jej życia.
W tym miesiącu Ola kończy pewien etap swojej drogi, od września zaczyna kolejny.
Jest tak ambitna, że już dziś skupia się na swojej karierze zawodowej.

Dlatego ja nie mogę lecieć w przyszłym tygodniu do kraju, nie mogę zostawić mojego dziecka w tym najważniejszym momencie.
Nie ma obecnie niczego ważniejszego dla mnie.
Moim obowiązkiem jest przy Niej być, ułatwić Jej to - z czym wiąże się zakonćzenie Jej pewnego etapu edukacji.
Nie mogę obarczyć Jej innymi domowymi obowiązkami, podczas mojej nieobecności i tym, by dokarmiała bezdomne koty - w chwili kiedy musi zdobywać wiedzę, by zaliczyć wszystkie egzaminy.
Co z tego, że dostała się na bardzo dobrą uczelnię ?
Musi teraz jeszcze dać z siebie wszystko.
Sprawdziła się dziesiątki razy, jak musiałam Ją opuścić z powodu służbowych podróży i wiem, że sprawdziłaby się i teraz, ale teraz - to jest wyjątkowa sytuacja.
I ja jako kochająca Ją nad życie i ponad wszystko inne matka - z pełną świadomością muszę przy Niej trwać, być i wspierać najlepiej jak potrafię.

Bilet na samolot kupiony.
I chyba nie da się z nim nic zrobić na potem.
Pieniądze wydane.
Trudno.
Wiem, że to oddali mnie jeszcze na moment od moich małych radości służbowych i spotkań z wyjątkowymi Ludźmi, ale przecież dziś, teraz - mamy internet niemalże w każdym miejscu, mogę być blisko.
Ludzie, którzy są w projekcie, Ludzie Fundacji, Wydawca - to wszystko niemalże mogę zrobić z każdego miejsca na świecie, będąc przy swoim dziecku.

Nic to, jakoś optymistycznie na to wszystko patrzę.
Ola skończy College, ja wsiądę w maszynę fruwającą i z uczuciem spełnienia, komfortu pofrunę do stolicy.
Jest tyle spraw, które tutaj teraz są w dołku startowym - więc będę nad nimi czuwać i otulać je moją Rak'n'Rollową energią.
Myślę, że to dobra decyzja.
Decyzja matki.


Aleksandro, Olu, Żabko -


te rakietki, piłki, rower, to wszystko z tych zdjęć, jest wciąż żywe w Twoim życiu teraz.
Chyba już wtedy wiedziałaś, że aktywność fizyczna to bardzo ważna sprawa w życiu człowieka...
Dziadek Heniek kochał zapisywać te szczęśliwe momenty na fotografiach, ganiał za Tobą z aparatem, odkąd przyszłaś na świat.
Dziś to niesamowity zapis Twojego życia.
Każde zdjęcie to refleksja, powrót do raju wspomnień.
Dziś, kiedy jesteś młodą kobietą, dobrym człowiekiem - taki powrót do tych wspomnień - to niesamowita frajda dla mnie, dla rodzica.

Te 20 lat, to było najpiękniejsze 20 lat dla mnie.
I czasem ten trud, który nas spotkał był bardzo nam potrzebny, był bardzo budujący.
Dziś nasza więź, przyjaźń, miłość jest tak piękna, że jedna nie potrafi żyć bez tej drugiej ;)
Czekam na Ciebie mój Ty piękny Dziaciaku, chociaż kawałek wieczoru będzie dla nas ;)

Kocham Cię, bardzo.
Twoja Matka.

Zdjęcia : Archiwum domowe.